o mnie
Kasia Bulicz-Kasprzak, autorka powieści obyczajowych, urodziła się 20 marca 1976 w Lubaniu na Dolnym Śląsku. Po ukończeniu tamtejszego Liceum Ogólnokształcącego podjęła studia na Uniwersytecie Wrocławskim. Studiowała biologię i polonistykę. Studia polonistyczne kontynuowała na Uniwersytecie Warszawskim. Ukończyła również roczny kurs scenariuszowy w Warszawskiej Szkole Filmowej. Mieszka i pracuje w podwarszawskim Sulejówku.

Literaturą była zafascynowana od zawsze. Rozmowy o książkach sprawiają jej niesamowitą przyjemność. Każdą wolną chwilę zawsze wykorzystywała by czytać. W roku 2011 wzięła udział w konkursie literackim organizowanym przez Wydawnictwo Nasza Księgarnia na współczesną powieść obyczajową. Konkurs ten wygrała i kilka miesięcy później do księgarń trafił jej debiut "Nie licząc kota". Książka podbiła serca czytelniczek.



Do tej pory opublikowała powieści:
  1. Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna
  2. Nalewka zapomnienia, czyli bajka dla nieco starszych dziewczynek
  3. Meandry miłości
  4. Dom na skraju
  5. Inna bajka
  6. Szlachetne pobudki
  7. Uzasadnione wątpliwości
  8. Pójdę do jedynej
  9. Sprzeczne sygnały
  10. Spadek
  11. Muszę wiedzieć
  12. Weź głęboki wdech
  13. Magiczna podróż
  14. Skrawek pola
  15. Gościniec
  16. Zielone pastwiska
Kasia Bulicz-Kasprzak jest wnikliwą obserwatorką życia. Bohaterami swoich książek czyni ludzi, pogubionych, nie potrafiących wyzbyć się traum, szukających swojego miejsca w świecie. Przedstawia trudne sytuacje z kobiecą delikatnością, a poprzez humor, doprawiony nutką cynizmu potrafi zmusić czytelnika do spojrzenia na sytuację z innej perspektywy. Nie udziela rad lecz daje nadzieję, że świat jest pełen dobra i życzliwości, uważa bowiem, że wszyscy mamy obowiązek w taki świat wierzyć.

Akcję swoich powieści umieszcza na Dolnym Śląsku i na Roztoczu, bo związana z tymi miejscami, uważa je za wyjątkowo urokliwe.

Pisanie traktuje jak rzemiosło i uważa, że autor, który zdobył pewne doświadczenie ma obowiązek tym doświadczeniem się podzielić. Dlatego od 2012 prowadzi zajęcia dla adeptów pisania w różnym wieku. Autorka wierzy, że człowiek wykształcony powinien nie tylko czytać książki, ale również uprawiać rozmaite formy literackie – pisać poezję, eseje, opowiadania, spisywać wspomnienia. Uważa, że pisanie jest najlepszą forma autoterapii. Dlatego też stworzyła kilka autorskich scenariuszy zajęć pisarskich.

Od 2009 roku Kasia Bulicz-Kasprzak amatorsko uprawia bieganie. Trenuje kilka razy w tygodniu. Bierze też udział w masowych imprezach biegowych. Ukończyła dziewięć maratonów, dwadzieścia półmaratonów i ponad setkę innych biegów, w tym Bieg Katorżnika.

Pytania o pisanie, spotkania autorskie, warsztaty, a także opinie o książkach prosimy wysyłać na mail: pisarka.potencjalna@gmail.com. Zachęcamy do kontaktu przez media społecznościowe.



Bieganie
Dziś wiem na pewno, że miłość do biegania zawsze była we mnie. Tylko potrzebowałam czasu  żeby ją odkryć.
Ale wcale nie zaczęło się od biegania. Zaczęło się tak:  mój synek na zajęciach plastycznych zrobił papierowy medal. Przez kilka dni o to wspaniałe trofeum zaciekle walczyły wszystkie  misie. Medal nie wytrzymał presji. Syn przyszedł do mnie na skargę. "Porwał się" - wyjaśnił. "To nic, pocieszyłam, zrobisz nowy" "Też się rozwali, musisz mi skombinować prawdziwy." I popatrzył na mnie, tak prosząco, jak to potrafią tylko dzieci. Wiedziałam, że muszę mu zdobyć ten medal. I wtedy przypomniałam sobie, że czytałam niedawno o jakimś biegu, w którym wszystkim uczestnikom dają pamiątkowe medale.
Poszukałam. Okazało się, że ten bieg nazywa się 31 Maraton Warszawski i naprawdę dają medale wszystkim, którzy go ukończą. Zacisnęłam więc zęby i ruszyłam w długą podróż do mety. Truchtanie, maszerowanie i iście do mety zajęło mi 6 godzin i 40 minut. Jedynym przygotowaniem do tego biegu, jakie podjęłam, był zakup butów. To była najbardziej ekscytująca podróż w moim życiu.
Kiedy tak szłam, truchtałam i maszerowałam wśród  tłumu biegaczy uderzyło mnie to, że wszyscy są zmęczeni. Otóż ja przez lata popełniałam błąd, myśląc, że dobry biegacz  nie męczy się bieganiem. A ponieważ ja się męczyłam, uznałam, że bieganie nie jest dla mnie. Zrozumienie tego błędu było krokiem, który rozpoczął mój bieg.
Na początku nie było łatwo. Biegłam, biegłam i biegłam aż już nie mogłam, a kiedy patrzyłam na zegarek okazywało się, że wyszłam z domu pięć minut temu. Byłam zła i zniechęcona. Ale walczyłam. Bo bieganie to walka z własnym ciałem i umysłem. Za każdym razem, kiedy w niej zwyciężałam czułam się lepsza. Najtrudniej było nauczyć się nie zatrzymywać, kiedy mój mózg krzyczał "Już nie dasz rady!". Z czasem było coraz łatwiej. Jednak całkiem łatwo nie jest. Ciągle zdarzają się dni, kiedy po prostu nie chce mi się wyjść biegać. Z doświadczenia  wiem, że jeśli nie wyjdę, potem poczuję żal, dużo mniej przyjemny niż zmęczenie, towarzyszące treningowi.
Nie posunęłabym się do nazwanie biegania filozofią, ale jest to niewątpliwie sposób na życie. Fajny i zdrowy. Kiedy biegam ładniej wyglądam, lepiej śpię i mniej się denerwuję. Mądrzej jem i jestem bardziej zdyscyplinowana. Biegam powoli, bo tylko tak umiem, ale dawno temu przestało mi to przeszkadzać. Trzeba biec nie tak, by osiągnąć maksymalną prędkość, ale maksymalną przyjemność.
Często biorę udział w biegach ulicznych. Ludzie się czasami zastanawiają, dlaczego to robię, skoro prawie zawsze jestem ostatnia. Po pierwsze dlatego, że lubię atmosferę biegów ulicznych. Spotkanie znajomych, wymiana doświadczeń, to bardzo fajne. Po drugie - rywalizacja. Nie z innymi. Ale z samą sobą -  ile jestem lepsza niż ostatnio. Po trzecie - inspiracja. Tak sobie myślę, że może ktoś patrząc na mnie pomyśli "mogę biec lepiej niż ona" i zacznie biegać. Bardzo bym tego chciała.
Co najbardziej kocham w bieganiu? Kupowanie butów.
Czego nie cierpię? Potu!